Teatr Palmera Eldritcha (Poznań) – Jarzenie

Data: Niedziela, 20.11
Godzina: 21:00
Miejsce: Teatr TAQ (ul. Kościuszki 33), Nowa Sól

Scenariusz i reżyseria: Palmer Eldritch

Obsada: Agata Elsner, Marcin Głowiński, Kuba Kapral, Tomasz Michniewicz

Muzyka: Patryk Lichota

Teatr Palmera Eldritcha został założony w 2007 roku w Poznaniu. Grupę tworzą (w nawiasach podano nazwy teatrów, z którymi wymieniona osoba współpracuje lub współpracowała): Agata Elsner (Prefabrykaty, Biuro Podróży, Ósmego Dnia), Marcin Głowiński (2XU, Usta Usta Republika, Ósmego Dnia), Elżbieta Janicka (Porywacze Ciał, Ósmego Dnia, Strefa Ciszy) Kuba Kapral (Usta Usta Republika, Porywacze Ciał, Strefa Ciszy, Ósmego Dnia), Tomasz Michniewicz (Ósmego Dnia). Czerpiąc z tak (mimo wszystko) różnorodnych źródeł grupa tworzy własną, niepowtarzalną stylistykę.

Dotykanie światła po słowach
Żaden element opowiedzianej historii nie burzy tego nastroju. Wszystkie te świa-tło-przestrzenie-cienie, prztykane są pytaniami o kondycję współczesnego człowieka. Czy przeżarci popkulturą, stajemy się karykaturami samych siebie? Co się dzieje, gdy o naszej niezwykłości zaczynają przesądzać niecodzienne potrzeby? – o spektaklu „Jarzenie” w reż. Palmera Eldritcha w Teatrze Ósmego Dnia pisze Wojciech Morawski z Nowej Siły Krytycznej.

Jest dużo światła. Czasem rozświetla salę naprawdę mocno. Kto by pomyślał, że słońce to kolejna szklana kula. Jest dużo ciemności. Cała sala. Czasem zaciemniana naprawdę mocno. Wniosek? Potrzeba nam jak najwięcej szklanych kul. Na całą salę. Przedmiot zostaje odświeżony, gdy konstrukcja kom-Unikatu zostaje rozchwiana. Naprawdę mocno. Pełna polaryzacja kolorów. Czarna scena pozbawiona sceno-Grafii, opływana przez świa-Tło. Proste, prawda? Wizytowe stroje czwórki aktorów. Mityczna gra przeciwieństw. Wystarczająco dużo, by skol-Onizować się w, u- Myśle widza. Genesis uczy – słowa stwarzają rzeczy. Taka recenzja. Odwieczny problem, jak opowiedzieć obcym o kontakcie ze światłem? Trójkąt w kółku. Na/szczęście/mijamy.

Kupić/Przepis:

1 sala

4 aktorów

2 kolory

5000 kg widza

Za 15 złotych, ludzie ruszają się przed nami wystarczająco długo. To zaleta. Aktorzy powoli pocą się, cały czas patrząc. Też patrzę. Podoba mi się. Światło rezygnuje ze swojej falowej teorii, przecież scenografia nie może być z fal. Jego pulsacje zmieniające się razem ze scenami, wydobywają na wierzch przestrzenie i kształty, od głębokiego dna morza, po samobójcze pokoje, czasem laboratoria, a czasem po prostu scenę wypełnioną słowami aktora – monologami na analogowych ludzi. Takie małe historie o człowieku, który cieszy się z zakupów. Twierdzi, że je lubi, bo pozwalają mu się cieszyć. Jestem władcą swoich pragnień. Jest szczęśliwy w sposób histeryczny. To wada. O tym, że zawsze zabija się to, co się kocha, że wszystko dookoła się rozpryskuje, a żarówki mogą być bombami, pociskami. O nieszczęściu, o super człowieku wyhodowanym na pożywce nowych technologii. Tego człowieka zobaczymy. Jest zrobiony ze świecących przewodów, ładnych i zachęcających do patrzenia. Podoba mi się. Są też sceny zbiorowe. Podobnie jak poprzednie, poddane są one geometrycznemu kształtowaniu. Nic nie dzieje się samo, raczej szkicowane jest przez trójkąty, kwadraty i inne wieloboki, które szukają w aktorach dróg wyjścia z papierowego bezmiaru. Gdy przyśpieszam pamięć, stają się zupełnie wyraźne. Odnajduje je w ruchach, słowach, scenografii oraz czasowym rozkładzie spektaklu. To zaleta estetyczna.

Hiper estetyczna przestrzeń spektaklu obraca się w wizualnych widnokręgach gier i subtelnego s-f. Być może odesłanie do gier jest nieco na wyrost, jednak kolejne wygrane levele, zakrzywiają parabole skojarzeń w oczywistą stronę. Do wirtualnych światów odsyła także szata audialna spektaklu. W końcu jedynym miejscem, w którym możemy usłyszeć przeciągłe jazgoty i skwierczenia prądu elektrycznego są gry fps (first person shooter). Również scyfryzowany i przekształcony głos ludzki, odpowiedzialny w futurystycznych krainach za komunikację inteligentnych maszyn ze światem przenosi mnie w rzeczywistość gry. Jak by nie było, właśnie tam rozmawiam z maszynami najczęściej.

Żaden element opowiedzianej historii nie burzy tego nastroju. Wszystkie te świa-tło-przestrzenie-cienie, prztykane są pytaniami o kondycję współczesnego człowieka. Czy przeżarci popkulturą, stajemy się karykaturami samych siebie? Co się dzieje, gdy o naszej niezwykłości zaczynają przesądzać niecodzienne potrzeby? Czy intelektualne elity pogardzające tłumem nie pożerają własnego ogona? Wszak Spektakl mówi – ci, którzy uważają wszystkich za głupców, sami są głupcami. Z czasem nawet pytania tracą na wartości. Społeczne relacje w których tkwimy okazują się niczym innym, jak kolejnymi parafrazami pierwotnego walenia w bęben. Bez końca i do skutku.

ja1: jaki był teatr

aga: fajny

ja1: to spoko

ja1: ej a co robisz jutro

aga: musisz go zobaczyć

Wojciech Morawski
Nowa Siła Krytyczna
02-02-2009

http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/66274.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *